poniedziałek, 24 marca 2014

Błyszczy, kusi, oślepia



Precz, złote kajdany!

Przez znaczną część historii pieniądz znaczył tyle, ile ważyło złoto lub, częściej, srebro w monetach będących w obiegu. Nawet gdy pojawił się pieniądz papierowy, był tylko świadectwem, że gdzieś w skarbcu spoczywają złote monety. Wiek XIX to w ekonomii ''wiek złoty''. W większości krajów cywilizowanych obowiązywał wówczas pieniądz mający pokrycie w złocie. Banki centralne miały ''złote kajdany'' - emisję banknotów uzależniano od ilości kruszcu w skarbcu. Dlatego ceny częściej spadały, niż rosły - bo rosnąca produkcja nie napotykała wystarczającej ilości pieniędzy.

15 sierpnia 1971 r. Stany Zjednoczone, jako ostatni kraj, ostatecznie zerwały z wymienialnością swej waluty na złoto. Dolar miał być od tej chwili niezależny od zapasów zgromadzonych przez Rezerwę Federalną USA. Złoto zostało zdetronizowane jako fundament, na którym przez setki lat opierał się system pieniężny. Dolar uwolniony od ''złotych kajdan'' zaczął szybko tracić na wartości, co oznaczało, że cena złota szła w górę, kształtowana przez rynek. Wcześniej rządy (a przynajmniej rząd USA) gwarantowały stabilną cenę kruszcu - jedną uncję złota (tzw. troy uncja to 31,1034768 g) przed sierpniem 1971 r. Rezerwa Federalna wymieniała na 38 dolarów. Teraz cenę kształtuje rynek, co oznacza, że w długim okresie nieuchronnie ona rośnie, choćby z powodu inflacji.

Od rozwodu z dolarem cena złota wzrosła 43-krotnie, choć uwzględniając inflację - nieco ponadsiedmiokrotnie. Oznacza to, że inwestycja w złoto dawała średnioroczny zwrot 9,4 proc. Sporo, choć wcale nie rewelacyjnie. Kupiony przed 50 laty pakiet akcji korporacji General Electric wart jest dziś przeszło sto razy więcej - ich posiadacz zarabiał przez pół wieku prawie 10 proc. rocznie.

Gdy amerykańska gospodarka ma problemy, złoto drożeje. Im lepiej ma się dolar, tym złoto jest tańsze. W styczniu 1980 r. uncja kosztowała średnio 675 dolarów. Pięć lat później już tylko 302 dolary. W latach 90. - bardzo dobrych dla gospodarki USA - ceny złota były stabilne z lekką tendencją spadkową. Zaczęły piąć się w górę w połowie ubiegłej dekady. Rekord ze stycznia 1980 r. został pobity dopiero w maju 2006. Jeśli ktoś zainwestował w złote sztabki na początku lat 80., dopiero ćwierć wieku później zaczął odrabiać straty.

Jeszcze bardziej stracili Polacy, którzy uważali, że lokowanie w złoto uchroni ich oszczędności przed inflacją. Ktoś, kto kupił w 1980 r. uncję czystego złota (było to wtedy zakazane, ale na czarnym rynku dostępne), zapłacił ok. 70 tys. zł. Po 12 latach ogromnej inflacji jego złoto warte było ok. 4 mln zł, czyli prawie 60 razy więcej. Ale średnie ceny towarów i usług poszły w tym czasie w górę 600 razy i z dawnych oszczędności lokowanych w złoto zostało niewiele.


David Shankbone/Wikipedia na licencji Creative CommonsNowy Jork, rok 2011. Właśnie trwa boom na inwestycje w złoto.

Jak pieniądz

15 września 2008 r., w przeddzień upadku banku Lehman Brothers, uncja złota kosztowała 785 USD. Dziś kosztuje ok. 1640 - przeszło dwukrotnie więcej. Ale i tak o kilkanaście procent mniej niż przed rokiem. 22 sierpnia 2011 r. złoto osiągnęło rekord wszech czasów, do którego na razie się nie zbliża - jego uncja kosztowała 1890 USD. Według ubiegłorocznych prognoz ekspertów funduszu Investor Gold FIZ cena złota miała w tym roku przekroczyć 2000 USD za uncję. Z prognozami lepiej uważać.

                          
Witold Gadomski
23.08.2012 , aktualizacja: 24.08.2012 10:58
AAADrukuj

Złoto, nawet jeśli tanieje, w końcu zawsze się odbije. Dlatego ludzie chętnie w nie inwestują. Byle nie trafić na Amber Gold
Fot. Pascal Maitre / Cosmos COSMOS PHOTO/CZARNY KOT

Złoto jest niezniszczalne. Przetrzyma pożar i trzęsienie ziemi. Nie zmienia się wraz z upływem czasu. Nie może być podrobione - wagę oraz czystość złota i złotych monet kontrolują międzynarodowe instytucje. Dlatego ludzie inwestują w złoto.

Jest powód dodatkowy - magiczna siła, którą ten metal posiada. Chemiczny symbol złota - Au - to skrót łacińskiego słowa aurum, powiązanego z Aurorą, rzymską bogini porannego brzasku. Metal ten zawsze fascynował ludzi dzięki swym niezwykłym właściwościom. Jest niezwykle ciężki - wypełniona nim szklanka ważyłaby 5 kg. Dzięki temu niewielkie monety mają duży ciężar i dużą wartość. Południowoafrykańskie krugerrandy mają średnicę 3,26 cm i grubość 2,84 mm, a ważą uncję, czyli ok. 31 g.

Złoto jest miękkie i łatwo poddaje się zdolnym rękom jubilera. Peter L. Bernstein w książce ''The Power of Gold'' podaje przykłady. Z jednej uncji można stworzyć cieniutki drucik o długości 80 km lub wyklepać blachę o powierzchni 10 m kw. Przede wszystkim zaś złoto nie wchodzi w związki z innymi pierwiastkami, przez co nie pokrywa się patyną, jak miedź lub srebro, wciąż lśni. Całe złoto, które kiedykolwiek zostało przez ludzi wydobyte i przerobione na monety lub biżuterię, wciąż istnieje.

Inne metale występują w przyrodzie jako rudy, z których trzeba je wytapiać. Złoto można znaleźć w stanie czystym w piasku, z którego kruszec jest wypłukiwany.

Ze złotem związanych są tysiące faktów, ale też mitów i legend. Posiadanie go zawsze oznaczało bogactwo. Władca huryckiego państwa Mitanni w XIV w. p.n.e. miał (według egipskich kronikarzy) ''więcej złota niż jest brudu w Egipcie''. W VII w. p.n.e. zaczęto bić w Lidii, w Azji Mniejszej, pierwsze złote monety. Niewiele później pojawiły się też w Chinach. Rzymska moneta aureus miała wartość 25 srebrnych drachm lub denarów. Złoto jest często wymieniane w Starym i Nowym Testamencie, było darem dla Jezusa, ofiarowanym przez jednego z ''trzech króli''. W greckim micie król Midas tak pożądał złota, że poprosił Dionizosa, by każda rzecz, której się dotknie, zamieniała się w ten kruszec. Prawie umarł z głodu.

Mit Midasa odżył w XIX-wiecznych gorączkach złota, które wybuchły w Australii, Brazylii czy Kanadzie, a przede wszystkim w Ameryce. Pierwsza miała miejsce w 1799 r. w Cabarrus County, w Karolinie Północnej. Gorączka w Kalifornii trwała siedem lat (1848-55). Nakręcono o niej wiele filmów i ułożono ballady. Równie słynna była gorączka złota nad rzeką Klondike w północno-zachodniej Kanadzie, która rozgorzała w 1896 r. i trwała kilka lat. W sierpniu 1896 r. w strumieniu Bonanza Creek, dopływie Klondike, znaleziono bogate złoża. To o tych wydarzeniach mówi ''Gorączka złota'' Chaplina.

Ostatnia gorączka złota wybuchła dopiero co, w 2009 r., w Mongolii. 100 tys. Mongołów wyruszyło do gminy Uyanga, niemal w samym środku kraju, i do dziś kopią tam w ziemi.

Powód złotego boomu jest oczywisty. W czasach niepewności inwestorzy szukają pewnych lokat, więc instynktownie zwracają się do złota. Wiedzą, że banki mogą upaść, a rządowe obligacje mogą się okazać niewypłacalne. Akcje spółek są zawsze uważane za bardzo ryzykowną lokatę i choć na niektórych rynkach w ostatnich latach wzrosły, nikt nie wie, dlaczego. W długim okresie na akcjach można było zarobić więcej niż na złocie. Ktoś, kto w 1965 r. zainwestował 100 USD w złoto, ma dziś 4455 USD. Kto włożył pieniądze w akcje największych spółek amerykańskich, ma 6072 dolarów. Ale inwestorzy myślą zwykle o krótkim okresie. A najbliższy wydaje się dla spółek niepewny.

Złoto, nawet jeśli nieznacznie straci na wartości, w dłuższym okresie się odbije. Inwestorzy nie potrafią dziś przewidzieć trendu rynkowego, boją się podejmować jakichkolwiek decyzji, więc siedzą na wielkich sumach gotówki. Inflacja jest niska, ale może skoczyć, gdy tylko gospodarka się ożywi.

Pozostaje jeszcze ryzyko kursowe. Lepiej trzymać gotówkę w dolarach, euro, jenach, funtach czy może we frankach szwajcarskich? Wielu z tych, którzy mają ten dylemat, zainwestowało w złoto, które jest alternatywną gotówką lepszą niż najważniejsze waluty świata i akceptowalną wszędzie. Nie jest obciążone ryzykiem niewypłacalności i nie podlega manipulacjom banków centralnych, które pompują do gospodarki biliony papierowych pieniędzy. Przeciwnie, im więcej dolarów i euro wyemitują banki centralne, tym lepsze perspektywy dla złota.

Złoto jest najlepszą polisą ubezpieczeniową przeciw coraz mniej przewidywalnym decyzjom polityków. Jeśli kilka krajów strefy euro zawiesi spłatę długów, banki będą miały w swych portfelach setki miliardów niewiele wartych obligacji A w tych bankach miliony Europejczyków trzymają swoje pieniądze. Jeśli długi państw weźmie na swoje barki Europejski Bank Centralny, wcześniej czy później wywoła to inflację, na której stracą miliony europejskich rodzin. Ratunkiem może być złoto.

Ceny złota nie są zależne od tego, co dzieje się na innych rynkach finansowych - akcji i obligacji. Często wzrastają, gdy ceny innych instrumentów spadają. Dlatego wielu ekspertów namawia inwestorów do trzymania części swego kapitału (5-10 proc.) w złocie. Na wszelki wypadek, ''na czarną godzinę''.

''Polityka'' przestrzega Kowalskich: ''Z palca na oko''


Dlaczego staniało?

Kampania prezydencka Williama McKinleya: powodzenie Ameryki opiera się na złotym pieniądzu i handlu. WikipediaNajwiększa na świecie spółka eksploatująca kopalnie złota (i miedzi) - Barrick Gold Corp. - warta jest dziś ok. 36 mld USD. Za jej akcje płaci się 35 USD. W ciągu roku kurs akcji zleciał o 1/3. W I półroczu spółka wydobyła 122 tony złota. Zysk jest duży, lecz wyraźnie spadł w porównaniu z 2011 r., bo wzrosły koszty wydobycia i spadły ceny złota.

Spadek cen złota sprawił, że wartość wszystkich powiązanych z tym kruszcem firm też spada.

Na rynku złota, jak na każdym rynku finansowym, cena zależy od popytu i podaży. Zdarzają się bańki spekulacyjne, jak ta w latach 1979-80. Czy trwająca od kilku lat złota hossa jest oznaką narastania kolejnej bańki? Zdania są podzielone.
Peter Schiff, amerykański ekonomista, prezes Euro Pacific Capital i komentator ekonomiczny, wyjaśnia: ''Pesymizm nigdzie nie jest tak widoczny jak w przypadku akcji kopalń złota. Wzrost inflacji powoduje wzrost kosztów wydobycia, a błędna wiara w to, że obligacje skarbowe są bezpieczniejszą lokatą, ogranicza cenę złota. Producenci złota często tego nie rozumieją i przeszacowują swoje prognozy, za co ich spółki są karane. Wskaźnik cena/zysk większości spółek mających kopalnie złota jest rekordowo niski. Ten wskaźnik pokazuje, że giełda zakłada, iż ceny złota będą spadały''.

Wszyscy inwestorzy wiedzą, że Warren Buffett, legendarny szef firmy inwestycyjnej Berkshire Hathaway, nienawidzi inwestycji w złoto. W październiku 2010 r. mówił w wywiadzie dla tygodnika ''Fortune'': ''Jeśli zbierzemy całe złoto, jakie zostało kiedykolwiek wydobyte, powstanie bryła o bokach równych 67 stóp [20,4 m]. Można za nie kupić wszystkie farmy w USA plus dziesięć takich spółek jak
Exxon Mobils, a do tego mieć w kieszeni 1000 mld dolarów. Zastanów się, co więcej produkuje - ta kupa złota czy kupiony za nią majątek?''.

W tegorocznym ''Liście do akcjonariuszy'' (Buffett publikuje je każdego roku i zawsze są wnikliwie analizowane) słynny inwestor przestrzegł przed kupowaniem złota i aktywów z nim związanych: ''Ci, którzy stawiają na złoto, stwarzają groźbę powstania nowej bańki spekulacyjnej''.

W złocie za to zakochany jest
John Paulson, założyciel i szef funduszy hedgingowego Paulson & Co. Złoto to 44 proc. jego portfela. Paulson w ciężkich dla inwestorów latach 2008-09 powiększał wartość majątku, którym zarządzał. W 2010 r. jego fundusz był na pierwszym miejscu - zarobił prawie 5 mld USD. W ubiegłym roku inwestycje w złoto dały mu 3 mld USD zysku. Ale od roku traci i musiał przepraszać tych, którzy zainwestowali w jego fundusz.

Buffett i Paulson to dwaj ''finansowi geniusze'', na których patrzy rynek, starając się naśladować ich ruchy. Kłopot w tym, że podejmują diametralnie różne decyzje. Który z nich ma rację?


Chyba jednak pójdzie w górę

Czy ponaddwukrotny wzrost cen złota w latach 2008-11 był przykładem bańki spekulacyjnej? Niekoniecznie. Istnieje kilka mocnych powodów, dla których złoto może w dalszym ciągu drożeć. Podaż złota jest stabilna. W ostatnich latach nie odkryto nowych jego złóż. Najwięksi gracze na tym rynku przeznaczali miliardy dolarów na przejęcia innych firm wraz z ich złożami, ale nie na odkrywanie nowych zasobów.

Głównymi inwestorami na rynku złota są duże instytucje finansowe: banki centralne, banki komercyjne czy fundusze emerytalne. Przedmiotem inwestycji jest złoto fizyczne, instrumenty pochodne, akcje kopalń złota i fundusze notowane na giełdach (Exchange Traded Funds, ETF).

Według informacji Bloomberga fundusze ETF mają ponad 2 tys. ton złota. Największy z nich SPDR Gold Shares posiadał w październiku 2010 r. 41 mln 574 tys. 486 uncji złota (1293 tony) o wartości 55 mld USD. W ciągu ostatniego roku fundusz mocno stracił (tak jak złoto), lecz jego majątek jest wart 65 mld USD - więcej niż w 2010 r. Posiadacz akcji SPDR Gold Shares kupuje praktycznie rzecz biorąc udział w złocie magazynowanym przez fundusz. Jeśli kurs akcji tego funduszu odbiega od ceny złota, wymienia on 100 tys. akcji na 10 tys. uncji złota, by równowaga została przywrócona. Złoto w postaci sztabek o wadze 400 uncji (ok. 12,4 kg) przechowywane jest w skarbcu banku HSBC w Londynie.

Czy nie prościej kupić samemu sztabkę złota lub kilka złotych monet? Co kto lubi. Kupując na własną rękę złoto, nie mamy żadnego wpływu na cenę kruszcu. Tymczasem udziałowcy SPDR Gold Shares wpływają na rynek. Jedynie rząd francuski (ściślej Banque de France) ma większe rezerwy złota od funduszu. Na trzecim miejscu są Chiny. Dysponując ogromnymi środkami, SPDR Gold Shares jest w stanie podbijać cenę złota.

W drugiej co do wielkości gospodarce świata, w Chinach, popyt na złoto rósł przez kilka lat w tempie 13 proc. rocznie. W kulturze Chin złoto jest symbolem bogactwa. Do tradycji należy obdarowywanie złotymi upominkami z okazji urodzin czy chińskiego nowego roku. Chińczycy mają zaufanie do złota i lokują w nim coraz więcej oszczędności. Zachęca do tego rząd poprzez akcje reklamowe. W 2010 r. Chińczycy nabyli złoto wartości 14 mld USD, co stanowiło 11 proc. globalnego popytu.

Ludowy Bank Chin stopniowo zwiększa swe rezerwy złota, lecz aby uniknąć nadmiernego wzrostu cen, nie skupuje kruszcu bezpośrednio z rynku, ale przejmuje go od państwowych kopalń i podpisuje umowy na dostawę rudy z niezależnymi spółkami wydobywczymi.

Jeśli spowolnienie w Chinach nie będzie silne i długotrwałe, wróci popyt na złoto, a wraz z nim zaczną rosnąć ceny. Proszę tylko nie potraktować tego jako prognozy. Bo na rynkach, zwłaszcza tak rozchwianych jak w ostatnich latach, wszystko jest możliwe.

Kryzysowa gorączka: ''Złoto dla frajerów''

Amerykański certyfikat złota z roku 1920. Certyfikaty były wymienialne na złote dolary.

1 komentarz: